
 
Jak trafiłem na lomo... Najpierw był jakiś artykuł w "gazecie" o actionsaplerze. Wtedy jeszcze nie skojarzyłem nazwy LOMO z ruskim aparatem spoczywającym na dnie szafy. Potem moja dziewczyna postanowiła kupić sobie LOMO po namowach swoich koleżanek. Chciałem sprawdzić dla niej na allegro, ile coś takiego kosztuje. Gdy zobaczyłem zdjęcie LC-A, wspomnienia z dzieciństwa uderzyły do mojej głowy. Przypomniałem sobie, jak kiedyś tata dał mi do zabawy mały, czarny aparacik. Wywróciłem dom do góry nogami w jego poszukiwaniu. Poddałem się, gdy tata powiedział, że "owszem, był taki aparat, ale go rozkręciłem, nie umiałem złożyć i wywaliłem". Kilka miesięcy później znalazłem lomo przypadkowo w szafie. Mojemu tacie często przypominają się rzeczy, których nigdy nie dokonał. Moje lomo przeszło już wiele. Parę awarii, które sam naprawiłem. Kąpiel w jeziorze, zapiaszczenie i zardzewienie. Ale wciąż działa. Plamy w prawym dolnym rogu zdjęcia to ciekawy efekt powstały w wyniku kąpieli mojego aparatu. Film również się zamoczył. Oddałem go jednak do wywołania. Nie radzę jednak stosować tej metody robienia efektów specjalnych na filmie...
www.fraggles.blog.pl

|